wtorek, 6 stycznia 2009

Znów ciężki żart

Znalazłem w szufladzie prawdziwą gratkę dla miłośników wczesnego Ich Troje (z czasów "Wstań, powiedz nie jestem sam"; a moich mocno nastoletnich - wybacz jakość). Arpeggio na gitarę i fortepian. Łakocie i witaminy. Hymn do tylko nam - mi i kumplowi (no homo!) - znanej muzy wielkiej instrumentalistyki z prośbą o umiejętność gry na instrumentach w utworze wykorzystanych (no homo!). No, w ogóle jakichkolwiek instrumentach. Spora śmiechawa była, bo np. nie wiedzieliśmy jak w ogóle podpiąć bas, a co dopiero, żeby na nim grać. Zajawunia na uboczu hip hopowania. Gdyby tylko ziomale słyszeli. Och, Teokrycie, młodość mija jak sen...
Myślę, że kawałek zrobiłby furorę jako dzwonek, tyle że takiej polifonii (polirytmii/Polihymnii/polifoski) nie wytrzyma żaden, nawet najnowocześniejszy sprzęt. Oto dzieło spopod mych palców z kumplem (no homo!):

2 komentarze:

maria pisze...

...pisz ta co nowego...ale już!

breff pisze...

nie mam czasu