niedziela, 14 marca 2010

Robocza aktualizacja

Korciło mnie w listopadzie, korciło w grudniu, korciło w styczniu i w lutym. Nie. W lutym mnie nie korciło. No, ale korciło mnie rano. Dość. Nie pisałem, bo nie miałem nic do powiedzenia. Teraz też nie mam, ale muszę aktualizować bloga, żeby mi go nie skasowali. No to piszę.
W ogóle sobie dzisiaj pomyślałem, że moja nieumiejętność mówienia czegokolwiek sensownego wynika z tego, że nadal siedzę w świadomości tzw. "szkolnej" albo nawet "studenckiej" choć to drugie to brzydkie słowo. No bo jak jesteś w szkole i umiesz na 3, to raczej siedzisz cicho w kącie i niespecjalnie wyrywasz się do odpowiedzi i pozostawiasz zgłaszanie się osobom, które umieją na 5. W dorosłym życiu jest odwrotnie: trójkowicze wyrywają się do odpowiedzi, nadają ton debacie, przewodzą strukturom partyjnym itd. a piątkowicze siedzą cicho i czują się jak konie w polskim filmie*. Żeby nie było nieścisłości: nie jestem piątkowiczem. A do odpowiedzi nie wyrywam się, nie piszę i nie komentuję dlatego, że jestem w pełni uświadomionym trójkowiczem. Piątkowicze dajcie głos!



* zmęczone? Nie, zażenowane..

wtorek, 24 listopada 2009

Yo!

Chyba napiszę coś niedługo, bo mnie korci :)

czwartek, 27 sierpnia 2009

Przerwa

Na jakiś czas zaprzestają pisarstwa blogowego. Robię to dla siebie, ale przede wszystkim dla Ciebie, dla Ciebie i dla Ciebie też. Weź się zajmij czymś poważnym.

środa, 12 sierpnia 2009

Kawałek

Nagrałem dzisiaj kawałek. Dość ciężki i klimatyczny, ale chyba czas się pogodzić z faktem, iż nie będę drugim Guralem. Najprościej mówiąc utwór jest rapowanym bluesem, cóż, nie tylko Whitey Ford Sings the Blues, Breffunio does it too. W kawałku jest dużo o oczach, sporzeniach i takich tam; następny będzie z pewnością o dupie i cyckach. Wzro-ko-wcy, wzro-ko-wcy!


A specjalnie dla czytelników/fanów gratka, której nikt inny nie dostąpi: tekst utworu. Od razu zastrzegam, że jest to piosenka do rapowania, nie wiersz, nie opowiadanie. Żebyście nie mieli tak łatwo, daję w pdf-ie. Ściągnij se!

niedziela, 9 sierpnia 2009

Sierpień

Sporo chodzę, sporo jeżdżę, mało śpię nocą, sporo śpię rano. Powoli zaczynam myśleć, że wakacje powinny się już skończyć, bo chciałbym trochę odpocząć. Byłem w Tatrach w zeszłym tygodniu, w Beskidzie Małym w tym, jeżdżę na rowerze, kondycja się poprawia, jestem opalony, a seksowny zawsze byłem, no nie? Wczoraj też zdałem sobie sprawę, że ten blog jest zupełnie pozbawiony treści. Kiedyś to jeszcze mi się chciało wymyślać jakieś śmiesznostki, więc przynajmniej był ciekawy z tej perspektywy. Obecnie, to masakrowanie Was słowami: lepię kulki z materii języka naszego ojczystego i rzucam w Waszym kierunku. Faktycznie powinienem pojechać na jakąś Jawę, zostać wolontariuszem na Madagaskarze, poławiaczem pereł na Pacyfiku, jakimś górnikiem w Sierra Leone czy coś. Coś przeżyć się znaczy.

niedziela, 2 sierpnia 2009

Zdania dwa

Mieliście kiedyś tak, że tańczyliście wśród tłumu osób, o których myśleliście ciepło i przychylnie, wśród tłumku dobrych znajomych, o których myśleliście, że chcielibyście z nimi spędzać każdą sobotę, z osobą, o której myśleliście, że może i chcielibyście spędzać z nią nie tylko każdą sobotę, w miejscu, które znaliście i gdzie czuliście się dobrze, a potem nagle tak - pstryk! - i mieliście poczucie, że stoicie zupełnie sami, nad wami gwiazdy odległe i niewyraźne, zdjęcie umarłych galaktyk; że jesteście jak antena SETI, górująca samotnie ponad zielenią Arecibo, cierpliwie prowadząc nasłuch tej przestrzeni tańczących ciał i emocji, wiedząc, że Proxima Centauri jest 4 lata świetlne od was, że nikt nie mówi waszym językiem, nie usłyszycie, że jest tam życie, nie usłyszy nikt, że jest tu życie? A potem zrobiliście łyk piwa, oblizaliście wargi i zamknęliście zmęczone oczy w mieszkaniu naprzeciw.

środa, 22 lipca 2009

Co za życie

Siedzę i robię wszystko, żeby nie robić nic (ciekawe!). Miałem nawet nie pisać, ale pisanie jest lepsze niż malowanie. Farby kupiłem dwa dni temu, pędzle wziąłem dzisiaj, więc chyba na ten tydzień dość roboty. Ogólnie mieszkanie samemu ma i nawet swoje plusy, ważne, żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów. A tak na poważnie, to w sumie spokojnie, kablówkę mam i oglądam Miami Ink trzy razy dziennie. A nocą amerykańskiego choppera, choć to w sumie głupie. A w dzień jeżdżę na rowerze i marzę o karierze, bo nagrałem nowy kawałek i jest zły. (To zdanie z pewnością uda mi się zacząć inaczej niż od "a") Spore zaskoczenie (uff!), bo ilekroć nagrałem hip hopowy kawałek i puszczałem sobie np. jakiegoś Łonę czy Mesa dla porównania, to dalej mi się podobało. A teraz nagram jakieś rege, puszczam Buju Bantona (a nawet mojego nowego zioma ze Szwecji, Mbanginiego) i czerwienię się ze wstydu. Chyba się poddam, tym bardziej, że dostałem wczoraj dobry hip hopowy bit z kopem i napisałem do niego zwrotkę. Waham się też czy śpiewać w tę sobotę w Office Pubie w Wado, bo miałbym być supportem dla DSL. Nie chcę ich zniszczyć. Tak czy inaczej - zapraszam na 19.